Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Ona jest żeglarką (lepszą niż On)

Ona jest żeglarką (lepszą niż On)

9 Lut, 2012

Mało kto z dumnych Panów Żeglarzy zapraszając po raz pierwszy swoją sympatię na urlop pod żaglami, spodziewa się, że za jakiś czas będzie musiał przyznać, że jest ona lepszą żeglarką od niego. Takie przypadki się zdarzają, wcale nie jest ich mało, choć rzadko się o nich opowiada. Postanowiliśmy o nich opowiedzieć z przymrużeniem oka, mając nadzieję, że nikt, kto rozpozna w sobie bohatera poniższej historii, nie będzie miał do nas pretensji.

Miłe złego początki
Najlepiej widać takie sytuacje na przykładzie małżeństw żeglarzy. Dla uproszczenia będziemy unikać imion, nazwiemy ich po prostu On i Ona. Poznają się, on ją zaraża pasją do łodzi, z czasem się pobierają, razem pływają w klubie lub może nawet kupują własną łódź, aby podczas urlopu popływać na Mazurach. Później pływają na niej razem z dziećmi, które od małego przyzwyczajone są do obcowania z wiatrem i wodą.

Z czasem On, dostrzega, że coraz częściej razem podejmują decyzje, a Jego pozycja jako kapitana jednostki staje się coraz mniej oczywista. To Ona zazwyczaj staje przy sterze i ma coraz więcej pewności siebie przy podejmowaniu decyzji, wymyślaniu i wyznaczaniu nowych tras, które mogą razem przepłynąć. Potem okazuje się, że Ona uwielbia żeglować przy porywistym wietrze, nie straszny jej deszcz i fale. Czuje, że to Jej żywioł. Zazwyczaj to właśnie On nalega, by nie wychodzić w taki dzień z portu, argumentując, że „przecież to żadna przyjemność”. Po pewnym czasie nie ma wątpliwości kto rządzi na łódce, choć niektórym panom pewnie trudno się z tym pogodzić. Dlatego właśnie próbują rozmaitych sposobów, by odzyskać nadwątlony autorytet. Jeśli nie u Niej, to przynajmniej u innych osób, które są niekiedy przypadkowymi świadkami Ich żeglarskich eskapad. W ten sposób zaczyna się kreowanie „prawdziwego wilka morskiego”.

Ona, On i inni
Podejście ludzi, których spotyka się na szlaku żeglugi zazwyczaj również może sprawia nieco kłopotów. Jeśli nasza para płynie razem, to ludzie ci zawsze zwrócą się najpierw do mężczyzny, jako do dowódcy jednostki. To podświadome, więc mało prawdopodobne, żeby szybko miało się coś w tej sprawie zmienić, a końcu przez lata żeglarstwo było najpierw męskim zawodem, potem sportem, a kobiety uczestniczyły w nim jedynie w roli pasażerek. To, że sytuacja ta dawno uległa zmianie jest nie budzącym sprzeciwu faktem, jednak środowisko żeglarskie wciąż pozostaje bardzo patriarchalne.
Sytuacja taka jak powyższa, może prowadzić do komicznych sytuacji, choć Ona zazwyczaj nie chcąc robić afrontu swojemu wybrankowi, ustępuje w takiej sytuacji i nie wyprowadza nikogo z błędu. Gorzej jeśli blef w końcu wyjdzie na jaw, ponieważ okaże się, że domniemany „kapitan” nie bardzo wie o czym mówi. Wówczas takiego żeglarza czeka sporo wstydu. Może więc lepiej od razu powiedzieć: „Chcecie rozmawiać z kapitanem? Moja żona tam siedzi” ? Podejrzewam jednak, że nie każdy dumny żeglarz sobie na to pozwoli. Większość będzie uciekała się do forteli, różnych sposobów na to by „zachować twarz”, zwłaszcza przed obcymi ludźmi, którzy oceniają nas jedynie na podstawie kilkuminutowej wymiany zdań. A przecież nie wiadomo w jakiej sytuacji może Im się zdarzyć, że spotkają tych samych żeglarzy po raz kolejny, na przykład w którymś z portów. Trzeba więc dbać o fason za wszelką cenę. Jak to może wyglądać? Przyjrzyjmy się poniższym sytuacjom, w których On kombinuje jak tu wyjść na „prawdziwego faceta”. Warto zwrócić uwagę, że wyrozumiała Ona zupełnie mu w tym nie przeszkadza – to podstawa udanego bluffu, bez Jej pomocy wszystko na nic.

Prawdziwy „wilk morski”
Jacht przybija do kei po kilkugodzinnym rejsie, dość forsownym z powodu niezbyt korzystnego wiatru. Dużo halsowania, nadrabiania drogi, w rezultacie Ona i On bardzo cieszą się z dotarcia do zamierzonego celu. Tyle, że to Ona stoi za sterem i pewnie manewruje podchodząc powoli do kei. Co zatem robi On, aby nie tracić autorytetu wśród załóg sąsiednich jachtów, które już stoją na cumach? Zaczyna pouczać. Choć to Ona wydaje komendy, On wykonuje je, komentując każdą, tak, jakby uczył Ją jak powinno to wyglądać? Takie przypadki spotyka się częściej, niż bylibyśmy skłonni przyznać.
Kiedy szyper z innej łodzi zaczyna pytać Jego o szczegóły związane z rejsem, lub jakieś zagadnienia związane z żeglarstwem, o których On nie ma pojęcia, w każdej chwili może się w to wtrącić Ona, wszak ma więcej do powiedzenia w tej sprawie. Dlatego też, trzeba działać! On natychmiast wysyła Ją do kambuza po herbatę. W innym przypadku na tak apodyktyczne zachowanie zapewne odpowiedziałaby: „Przecież wiesz gdzie jest termos”, jednak przy obcych pewnie nie będzie chciała się awanturować. Teraz, kiedy Jego autorytet urósł, może spokojnie zmienić temat, udając, że nie słyszał pytania. Bezpieczne tematy zazwyczaj oscylują wokół pochodzenia lub tego jak długi urlop planują spędzić na żaglach świeżo poznani żeglarze. Pogoda nie jest bezpiecznym tematem, trzeba się jednak na niej trochę znać, chyba że ograniczymy się do informacji na temat prognozy radiowej. To już lepiej ponarzekać na stan rodzimej kinematografii. Przy odrobinie szczęścia, gdy Ona wróci z herbatą, będziecie już przy zupełnie innym temacie.

Bywa jednak, że nie jest tak łatwo i rozmowa, czy to na jachtach czy w tawernie, ciągle schodzi na tematykę żeglarską. Nic w tym dziwnego, w końcu dookoła są sami pływający, o czym więc mieliby ze sobą najwięcej rozmawiać? Na taką ewentualność można się wcześniej przygotować, nie jest to jednak łatwe zadanie. Jeśli nie jest się samemu zapalonym żeglarzem, to uczenie się podstawowych splotów lin, węzłów czy określeń związanych z wiatrem może okazać się trudne. Warto jednak nawet w takiej sytuacji przejrzeć jakiś podręcznik, nauczyć się kilku pojęć i liczyć , że w końcu rozmowa zejdzie na tory, na których On będzie się czuł pewniej i będzie mógł błysnąć wiedzą, choćby tylko teoretyczną.

Jeśli są na jachcie i rozmowa nijak nie chce zejść na inny temat, wówczas On musi jakoś wyjść z twarzą, a właściwie dosłownie wyjść. Dlatego zawsze warto mieć w kieszeni jakiś niewielki śrubokręt. W takiej sytuacji on sięga po to narzędzie i dumnym głosem oznajmia, że bardzo przeprasza, ale bakista (lub inna rzecz spod pokładu, której nazwę dobrze opanował) sama się nie naprawi, więc On musi na jakiś czas zniknąć. Z jednej strony jest to odwrót, ale raczej na z góry upatrzone pozycje.

Naprawianie czegokolwiek na łodzi zawsze wygląda bardzo profesjonalnie. Jeśli jeszcze na dodatek On ma ręce po łokcie utytłane smarem, to każdy uzna Go za prawdziwego wilka morskiego, choćby cumował na przystani w Giżycku. W rzeczywistości, siedząc pod pokładem, w najlepszym razie wypił dwa piwa, choć powinien to być raczej gin lub whisky, żeby później mieć bardziej „żeglarski chuch”.
Jako wilk morski powinien być opalony, najlepiej jakby miał jeszcze ogorzałą twarz i kilkudniowy zarost. To dodaje autentyzmu jeszcze bardziej, niż usmarowane ręce. Zresztą, do tawerny już z takimi łapskami nie pójdzie. Problem opalenizny można rozwiązać oczywiście na dwa sposoby: naturalny i wspomagany technologicznie. Słońce wiatr i woda to idealne warunki do tego by złapać opaleniznę, czasem nawet łapie się jej za dużo, o czym wie każdy żeglarz z jasną karnacją.
Cóż jednak zrobić, kiedy jest się pierwszy dzień na żaglach, a wcześniejsza aktywność na świeżym powietrzu ograniczała się głównie do przejścia dystansu z domu lub z biura do samochodu? Oczywiście w grę wchodzi solarium. Co prawda uważa się, że korzystanie z solarium, to domena pań, które chcą mieć równą opaleniznę, ale w praktyce okazuje się, że nie są one jedynymi klientkami tego typu przybytków. Tak więc kilka sesji na solarium przed urlopem na pewno sprawi, że On poczuje się pewniej. Co prawda przydałoby Mu się jeszcze pochodzić trochę na siłownię, albo przynajmniej na basen, ale i tak nie na wszystko starczy pewnie czasu. Ważna jest za to odzież i wyposażenie. Warto przejrzeć zatem jakiś w miarę aktualny katalog z wyposażeniem. Przyciasny sztormiak z czasów studenckich nie jest już raczej w modzie. Co prawda trzeba się wykosztować, ale na jakiś czas powinno to wystarczyć.
Kiedy On idzie do tawerny, zespół musi grać najbardziej znane szanty, żeby mógł poryczeć, waląc kuflem w stół. Nie obchodzą go muzykanci, którzy grają własne piosenki. Skoro On ich nie zna, to nikt ich nie zna, więc niech się nauczą szlagierów, albo idą grac w domu. Jako prawdziwy żeglarz musi pić piwo. Najlepiej Guinnessa. Nie ma znaczenia, że nie lubi Guinnessa, w końcu do tawerny nie przyszedł dla przyjemności. Ma tu pokazać jakim jest żeglarzem, przy okazji trochę się rozerwać, nie martwiąc się wczesnym porankiem. Zresztą i tak rano Ona się wszystkim zajmie.
Kiedy już następnego dnia rzucą cumy i ruszą w dalszą drogę, wszystko znowu wróci na swoje miejsce. Jego zadania będą polegały na tym, by szukać w kambuzie zgubionego kolczyka i parzyć herbatę. Oczywiście będzie też pomagał przy linach, ale tylko wówczas kiedy Ona, trochę na niego obrażona, Mu na to pozwoli.

Do Czytelników i Czytelniczek
Powyższa historia jest oczywiście nieco przejaskrawiona, jak to zwykle bywa w przypadku „morskich opowieści”. Powstała jednak na podstawie autentycznych historii z życia żeglarskiej pary, która żegluje razem od ponad jedenastu lat. Oboje zgodnie przyznają, że Jego wybryki zdarzały się częściej na początku ich wspólnych przygód pod żaglami. Z czasem nauczył się więcej i stał się Jej prawą ręką, ale musiało to zając trochę czasu. Ostatnio pływają więcej po Bałtyku, niż po Mazurach, właśnie dlatego, że nauczyli się wzajemnie na sobie polegać.
Powszechnie wiadomo, że problem z zaakceptowaniem kobiet przejmujących inicjatywę w czynnościach uważanych za typowo męskie, mają nie tylko żeglarze. Dlatego też, Drodzy Panowie, pamiętajcie o tym, że Paniom w naszym świecie wcale nie jest łatwo. Postarajcie się więc, aby dopingować je, kibicować ich dokonaniom, bez konieczności konkurowania z nimi na każdym kroku. Nie o to wszak przecież chodzi.
Drogie Panie, jeśli czytacie te słowa, miejcie dla swoich wilków morskich trochę wyrozumiałości. To prawda, że należy Wam się szacunek i podziw, jeśli jesteście w czymś lepsze od nas. Ale zrozumcie, że mało który z nas będzie w stanie przyznać Wam to głośno w towarzystwie innych ludzi. Chyba podobnie jest z kobietami, które nie zawsze potrafią pogodzić się z tym, że mężczyzna w ich domu może być lepszym kucharzem niż One.

Rafał Chojnacki, fot. dreamstime.com

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin