Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Karaiby – przedłużenie lata

Karaiby – przedłużenie lata

1 Wrz, 2016

Karaiby, raj żeglarski, już sama nazwa brzmi egzotycznie. Rejon pomiędzy dwoma Amerykami. Dawniej zwany Indiami Zachodnimi (czasami na niektórych wyspach, nasze smartfony tak oznaczają zdjęcia). Region wielu wysp, na których podczas naszej zimy panują upały.

Ponieważ wieje tam pasat, cały czas mamy regularny wiatr. Ale o pogodzie później.

Na Karaibach byłem na przełomie stycznia i lutego, wyczarterowaliśmy jacht na 3 tygodnie, co pozwoliło nam zrobić dwa 10-cio dniowe etapy i  trasę tzw. One-Way każdej z załóg.

Zaczęliśmy na Saint-Martin, następnie poprzez Saint-Kitts, Montseratt, Gwadelupę, Dominikę dotarliśmy na Martynikę, tam zmieniliśmy załogę i z drugą załogą z powrotem do Saint-Martin.

Ponieważ wcześniej nie byłem nigdy na Karaibach, a znajomi mówili mi, że jak Karaiby to tylko na katamaranie, bo w zatokach na kotwicy buja i jest nieprzyjemnie, postanowiłem sprawdzić jak to jest na jednokadłubowcu i wyczarterowaliśmy klasyczny jacht (Dufoura 45). W zasadzie tylko na jednej z zatok załoga miała rację, bo faktyccznie bujanie było uciążliwe w nocy, ale jedna noc na 3 tygodnie pobytu, to uważam, że nie ma co narzekać. Jak ktoś nie lubi katamaranów, to śmiało można żeglować na jednokadłubowcach. W tym roku oczywiście bierzemy katamaran, żeby mieć porównanie!

Żegluje się bardzo przyjemnie i szybko, bo wiaterek z kierónków wschodnich znad Atlantyku pozwala na żegluge zarówno w dół jak i w górę półwiatrami do bajdewindów. Zabawa jest przednia. Uprzedzam jednak, że jest to akwen dla żeglarzy. Wiatr wieje regularnie z siłą 20-30 węzłów (5-7° B, w porywach czasem nawet do 8° B), a pomiędzy wyspami (żeglowaliśmy cały czas po zawietrznej stronie wysp – tam jest większość miasteczek i zatok) występuje fala. My mieliśmy falę pomiędzy 1,5 a 2,5 m. Fala jest długa, nie jest mocno uciążliwa. Ale jak ktoś się nastawia na żeglugę jak po jeziorach – to niech lepiej zapomni. Zaletą jest tak jak wspomniałem to, że ten wiatr wieje regularnie z jednego kierunku.

Najbardziej uciążliwą jednak rzeczą na Karaibach są odprawy graniczne. Praktycznie każda wyspa to inny kraj i trzeba robić odprawę na wyjściu i odprawę na wejściu. Trzeba to potraktować jako folklor. Sami miejscowi chyba wiedzą, że jest to  dość uciążliwe, bo wpływając na jednąwyspę z zamiarem spędzenia tylko jednej nocy na wyspie, można przy odprawie wejściowej zrobić od razu odprawę wyjściową, żeby nie fatygować się na drugi dzień jeszcze raz do urzędu.

Odprawy należy potraktować dość poważnie. Jednego razu mieliśmy kłopoty, ponieważ płynąc z Dominiki na Montseratt po drodze odwiedziliśmy Gwadelupę, a konkretnie niewielką marinkę w miejscowości Basse-Terre. W Basse-Terre punkt odpraw mieści się w… restauracji i nie zrobiono nam odprawy, bo mieli za duży ruch w knajpie. Wchodząc na Montseratt mieliśmy ostatni dokument wyjścia (tzw. Clearance) z Dominiki. Ile musiałem się na Montseracie tłumaczyć urzędnikowi co jak i dlaczego. Same odprawy nie są uciążliwe i wystarczy, że pójdzie sam kapitan, najlepiej z jedną osobą do pomocy. Tak, tam czułem się kapitanem, gdyż inaczej nikt mnie tam nie tytułował :). Należy wziąć listę załogi, warto mieć przygotowane wcześniej we wielu kopiach, inaczej będziemy pisać na miejscu, paszporty i kasę. Większość opłat wiązała się z mniejszą bądź większą opłatą. Np. na Montseratt w niedzielę jest podwójna opłata. Zapłaciliśmy w przeliczeniu coś ponad 400 zł. Jak już jesteśmy przy walutach. posługujemy się tam dolarami karaibskimi, popularne są też dolary amerykańskie, euro – w niektórych miejscach jest  problematyczne, ale da się ogarnąć (np. na Gwadelupie, która jest departamenem Francji, posługujemy się normalnie euro).

Tak, że jak potraktujecie odprawy jako miejscowy folklor, to może być całkiem zabawnie. Uciążliwe tylko jest to, że można się odprawiać tylko w konkretnych miastach – opisane są w każdej locji.

Odnośnie nawigacji. Jak wszędzie trzeba uważać, natomiast pamiętać należy, że Karaiby są w regionie IALA-B, czyli mamy zielone po lewej, czerwone po prawej przy wejściu do portu. Nie jest to mylące, należy pamiętać. Na szczęście, a może jednak nieszczęście znaków nawigacyjnych za dużo tam nie ma. Żeglując w nocy za wiele latarni morskich się nie spodziewajmy. Jak jest pełnia księżyca, to wyspy ładnie widać, ale jak jest nów, to jest ciemno jak nie powiem gdzie. Na przełomie stycznia i lutego słońce wschodzi tam około godziny 7  a zachodzi po 18. I wschody oraz zachody są bardzo gwałtowne, w sensie nie spodziewajmy się tzw. szarówki jaką mamy w kraju. Po prostu dzieje się to tam tak jakby ktoś włączył lub wyłączył światło. Warto to uwzględnić podczas żeglugi.

Odnośnie jeszcze pogody. Temperatury tam są dość wysokie, około 30 stopni, w nocy spada temperatura do 25. Temperatura morza to 27 i więcej czasami. Jest ciepło. Ja długich spodni nie nosiłem ani razu, a polar założyłem raz. Przy nocnym wejściu na jedną z wysp wzmógł się wiatr na tyle, że zaczęło mnie mocno przewiewać, ale było to w nocy.

W dzień czasami po południu przychodziła burza z ulewą. Trwająca kilka minut. Nawet to było przyjemne i orzeźwiające. Należy wtedy uważać z żaglami. Ja profilaktycznie się przed burzą zawsze zdrowo refowałem. No ale jak to przed burzą.

Cumowanie – przeważnie nie ma tam marin. Staje się w zatokach na kotwicy lub na przygotowanych bojkach. W marinach staliśmy tylko na Saint-Martin, Martynice, Gwadelupie i w Saint-Kitts, w porcie Basseterre. O tym ostatnim chciałbym słówko powiedzieć. Wpłynęliśmy, znaleźliśmy wolne miejsce, poszliśmy najpierw się odprawić. Odprawa – opłata, kapitanat – opłata. W kapitanacie jeszcze wysłali nas do obsługi mariny. Bo kapitanat, to kapitanat – zarządza całym portem. W biurze mariny oczywiście pobrano od nas opłatę, po czym powiedziano, że musimy wyjść i stanąć na kotwicy, ponieważ miejsce na któym stoimy nie jest przeznaczone dla gości. Cóż, po długich negocjacjach stanęliśmy na zewnątrz falochronu. Akurat tutaj zależało mi, żeby stanąć w porcie, bo na kotwicowisku był dość spory roskołys i widziałem jak bujają się jachty. A chcieliśmy trochę od bujania odpocząć.

Porty są bardzo przydatne, ponieważ możemy w nich uzupełnić wodę. My wody ze zbiorników używaliśmy tylko do zmywania i mycia się. Do celów spożywczych używaliśmy zakupionej wody mineralnej. Ale to tylko ze względu na to iż miałęm średnie zaufanie do tego w jakim stanie są zbiorniki. Cóż – przetestowałem tę firmę czarterową na własnej skórze i nie będę polecał ich czarterów na Karaibach. Wodę również możemy pobrać podpływając (jak np. na Dominice) do specjalnej bojki, do której jest podpięty wąż z lądu.

O atrakcjach na lądzie nie będę pisał, bo można to przeczytać w każdym przewodniku. Np. Na Montsterrat wybychł wulkan i zniszczył miasto, można je obejrzeć, na Martynice są destylarnie rumu, można zwiedzać (jak ktoś lubi rum, to polecam, gdyż taki z destylarni smakuje zupełnie inaczej), na wielu wyspach są rezerwaty, na które miesjcowy przewodnik nas chętnie zabierze. Na mnie największe wrażenie zrobiła wycieczka na Dominice. Za 80 eur od osoby mieliśmy wycieczkę do dwóch parków, i praktycznie całodzienną obsługę kierowcy oraz łodzi motorowej i postój na bojce. Wiadomo – zarobili, ale powiem, że wielu przewodników powinno pojechać i zobaczyć jak obsługuje się klientów. Jakbyście kiedyś byli na Dominice, to miasteczko nazywa się Portsmouth, a przewodnik – Jefrey.

Jednym słowem – polecam Karaiby!

Piotr Lewandowski

Autor jest instruktorem żeglarstwa i sportów motorowodnych. Prowadzi Szkołę Żeglarstwa MORKA. Organizuje szkolenia żeglarskie i motorowodne, rejsy oraz czartery – w tym na Karaibach.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin