Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

Gotowanie na jachcie

Gotowanie na jachcie

9 Cze, 2013

Podział obowiązków

W poprzedniej części niniejszego artykułu zastanawialiśmy się jak przygotować się do gotowania na jachcie. Teraz skoncentrujemy się nad tym jak sensownie podzielić załogę na wachty, aby każdy mógł się sprawdzić w kuchni. Oczywiście podział ten dotyczy nie tylko kuchni, ale również innych obowiązków na jachcie.

Jeżeli więc planujemy pływać dłużej niż tydzień i nasza załoga to więcej niż pięć osób – przy małych jachtach z niewielką załogą i tak większość rzeczy robi się razem – warto zastanowić się nad wprowadzeniem systemu wachtowego, który ma wiele zalet.

 

System wachtowy

Podział na wachty jest bardzo wygodny z punktu widzenia dowodzącego jednostką. Wiadomo wówczas kto powinien zajmować konkretnymi zadaniami i kto jest za co odpowiedzialny. W przypadku urlopu, wakacyjnego wyjazdu czy też po prostu weekendowego pływania po jeziorze, wprowadzenie takiego systemu może wydawać się niepotrzebnym usztywnieniem panującej atmosfery, ale warto wówczas podejść do tematu z przymrużeniem oka i ułożyć wachty tak, by uczestnicy rejsu mieli z tego trochę zabawy.

Oczywiście podstawą systemu wachtowego jest możliwie jak najbardziej sprawiedliwy podział obowiązków. Chodzi o to, by odciążyć nieco osobę będącą kapitanem. W przypadku gdy nie wprowadza się systemu wachtowego, to na nim spoczywa większość obowiązków.

Dzięki podziałowi na wachty jesteśmy w stanie szybko ustalić kto danego dnia odpowiada za gotowanie, kto pilnuje żagli i steru a nawet kto zajmuje się pracami porządkowymi, z szorowaniem pokładu i myciem podłóg w kambuzie włącznie. Choć pozornie może się wydawać, że to spore utrudnienie podczas urlopu, to jednak może być doskonałym lekarstwem na nudę, która w rejsie może doskwierać najbardziej tym, którzy nie mają nic do roboty. Innym pozytywem takiego systemu, zwłaszcza w przypadku gdy załogę stanowią osoby niezbyt dobrze obeznane z żeglarstwem, jest możliwość poznania w praktyce zarówno obsługi jachtu, jak i wymagań związanych z codziennym życiem na pokładzie.

Nawet jeżeli nie wszystko w takim systemie będzie funkcjonować jak w szwajcarskim zegarku, to na pewno uda się uporządkować choć trochę życie na jachcie.

 

Wachta kambuzowa

Z definicji wachty kambuzowej wynika wprost, że jest to grupa ludzi, odpowiadająca za przygotowywanie posiłków. Są oni zazwyczaj zwolnieni z pozostałych obowiązków, lub mogą wypełniać je w niepełnym zakresie.

Oczywiście wielkość tej wachty oraz czas jej trwania jest zależny od wielkości statku, ilości załogi i innych zmiennych. Zazwyczaj taką wachtę ma więcej niż jedna osoba i ustala się ją na całą dobę, podczas której wachtowi odpowiadają za dostarczenie posiłków. Używany często na większych jachtach system czterogodzinny nie bardzo się tu sprawdzi, ponieważ przygotowanie posiłków i posprzątanie po jedzeniu i tak nie zajmie wachcie całego dnia. Ważne tylko, żeby o wyznaczonych godzinach jedzenie było gotowe, a później wszystko zostało doprowadzone do porządku, łącznie ze zmywaniem naczyń.

Oczywiście pory podawania posiłków mogą być różne, wszystko zależy od naszych własnych preferencji, jednak zwykle stosuje podział na trzy główne posiłki: śniadanie (około godziny 9), obiad (ok. godz. 14) i oczywiście kolacja (ok. godz. 19). Oczywiście wiele zależy w tym względzie również od planowanych godzin rejsu, jednak jeżeli nie jesteśmy w rejsie, w którym zależy nam na czasie i planujemy również częste nocne przeloty, to można taki rozkład posiłków zastosować.

W przypadku gdy kambuz pełni również role mesy, gdzie zbiera się załoga, trzeba pamiętać o tym, by po posiłkach w miarę sprawnie uprzątnąć wszystkie pozostałości po posiłkach.

System wachtowy warto rozpisać i wywiesić w widocznym miejscu, tak aby wszyscy mieli do niego łatwy dostęp. Dzięki temu pozbędziemy się wszelkich wątpliwości dotyczących składu wacht i terminów ich objęcia.

 

Jakie potrawy gotować?

Oczywiście najwięcej zależy od umiejętności członków załogi, oraz od ich zamiłowań kulinarnych. Te drugie są szczególnie istotne, zwłaszcza jeżeli mamy na pokładzie osoby, które są wegetarianami lub też po prostu mają uczulenie na jakieś składniki. Warto pytać o takie rzeczy przed rejsem, ponieważ od tych informacji zależą również losy całego zaopatrzenia załogi w żywność. O ile bowiem mięsożerca jest w stanie zjeść potrawy wegetariańskie, o tyle dla osoby nie jedzącej mięsa już samo przygotowywanie w tych samych garnkach potraw mięsnych i wegetariańskich może być problemem.

Kiedy już znamy, przynajmniej orientacyjnie, obyczaje kulinarne załogi, można przygotować sobie listę potraw. Dotyczy to zwłaszcza obiadów, ponieważ podczas całodziennych wodnych eskapad na pewno zgłodniejemy na tyle, że chętnie zjemy ten jeden większy, bardziej konkretny posiłek.

Potrawy powinny być dość proste i łatwe do przygotowania w polowych warunkach. Jeżeli istnieje taka możliwość, warto zastanowić się nad tym, czy nie przygotować wcześniej półproduktów, zwłaszcza na pierwszy dzień, kiedy nie będziemy mieli zbyt wiele czasu na przygotowania w kambuzie. W tym przypadku wszystko zależy jednak od tego jak liczną mamy załogę i jak dzielimy koszty wyżywienia.

W przypadku standardowych śniadań zawsze warto pamiętać o jajkach. Jajecznica, często z wkładką z boczku czy podpieczonej kiełbasy, to jeden z żelaznych punktów w repertuarze żeglarskich poranków. Oprócz niej warto zaopatrzyć się w dżemy, pasztety, dobrze ususzone kiełbasy, pakowane sery w plastrach i serki topione. Bardzo ważne jest pieczywo, ponieważ w podróży bardzo często jest porządnym uzupełnieniem posiłków, można też korzystać z niego między posiłkami. Kawa, herbata i woda to oczywiste punkty w każdej liście zakupów, nie warto więc o nich nawet wspominać.

Wielu żeglarzy na cały rejs zaopatruje się w zupki z torebek, gotowe dania w słoikach i przygotowane w domu kotlety schabowe, które je się w pierwszych dniach rejsu. To oczywiście skuteczna metoda, ale gdybyśmy mieli się tak żywić, to nie warto zaprzątać sobie głowy gotowaniem i wachtami kambuzowymi, bo na zalanie chińskiej zupki zawsze znajdzie się czas.

Jeśli więc planujemy prawdziwe gotowanie, to warto pomyśleć o takich produktach, jak kiełbasa, konserwy z mielonką (uzupełnią bardzo dobrze gotowane przez nas sosy i zupy), ziemniaki, ryż, makaron, pomidory prasowane w kartoniku i różne warzywa, zwłaszcza takie, z których będziemy komponować zupy. W zależności od okoliczności i możliwości przechowywania na jachcie mięsa, możemy wcześniej przygotować sobie jakieś mięsne potrawy w słoikach, jest to o wiele lepsze rozwiązanie, niż kupowanie gotowych klopsów czy pulpetów. Jednym z ważnych elementów gotowania na jachcie jest kostka rosołowa. Oczywiście gotowanie bulionu do zupy zawsze będzie lepszym rozwiązaniem, tyle tylko że w spartańskich warunkach na jachcie nikt nie będzie miał do tego głowy. W tym przypadku musimy więc zwrócić się o pomoc do chemikaliów, zaklętych w sprasowanej kostce. Warto też pomyśleć o puszkach z fasolą, groszkiem, ciecierzycą i innymi warzywami strączkowatymi. Oczywiście zapasy trzeba w miarę możliwości odnawiać i uzupełniać.

Trzeba pamiętać o tym, że załoga musimy również jakoś posprzątać po jedzeniu. Potrzebne będą gąbki do zmywania, płyny do mycia naczyń i jakieś ścierki. Przydałby się też porządny druciak, ponieważ w polowych warunkach nie trudno o przypalenie czegoś w garnku.

 

Fasola po żeglarsku

Do tej potrawy będziemy potrzebowali przede wszystkim fasolę. Oczywiście najprościej będzie wziąć fasolę konserwową z puszki, choć jeżeli ktoś chciałby używać świeżej, to nic nie stoi na przeszkodzie… może poza tym, że trzeba ją jednak wcześniej namoczyć i dość długo gotować. Oprócz tego potrzebne nam będą: kiełbasa, boczek, koncentrat pomidorowy, cebula, odrobinę mąki, oleju i koncentratu pomidorowego (może być ketchup).

Zaczynamy od podsmażenia na oleju pokrojonego w kostkę boczku i pokrojonej w plastry kiełbasy. Kiedy już się przysmażą, dodajemy cebulę i kiedy już się odrobinę zeszkli, podsypujemy mąką, tworząc zasmażkę. Całość uzupełniamy koncentratem pomidorowym i przyprawiamy.

Jeśli mamy możliwość, pod koniec smażenia zaczynamy gotowanie fasoli, jeśli nie, to zestawiamy patelnię z kiełbasą, boczkiem i sosem i bierzemy się za fasolę. Przy świeżej musimy ją dłużej pogotować, przy konserwowej, najlepiej wrzucić ją na chwilą do niewielkiej ilości gotującej się wody. Po zagotowaniu dodajemy zawartość patelni, mieszamy i jeszcze przez krótki czas gotujemy, stale mieszając. Jeżeli sos jest za rzadki, można go odrobinę podsypać mąką i zagęścić.

Danie podajemy z ziemniakami, z ryżem lub z chlebem.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin