Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

O Mazurach na luzie

O Mazurach na luzie

4 Lis, 2012

Jacy jesteśmy
Gdy jesteśmy na wodzie, wszystko jest już oczywiste – czy na żaglach, czy na silniku, motorówką czy żaglówką – nie ma to znaczenia. Płyniemy, i tylko to się liczy. Po to przecież przyjechaliśmy na Mazury.
Ale Mazury to nie morze i nie da się pływać 24 godziny na dobę. Coś jeszcze robimy poza pływaniem. Schodzimy na ląd i… i co dalej? Dokąd kieruje swoje kroki typowy mazurski turysta wodny? Oto krótki (i nie do końca poważny) przegląd turystów mazurskich.
Są trzy miejsca, które odwiedzają praktycznie wszyscy: sklep, restauracja, knajpa, a z nich dla wodniaków najważniejsze jest oczywiście to ostatnie. Nie ma dobrego portu bez (przynajmniej jednej) dobrej knajpy, w której wieczorem rozbrzmiewają szanty, śpiewy i gdzie posłuchać można żeglarskich opowieści. Tu króluje typ pierwszy: turysta knajpowy.
Daleko spokrewniony z nim jest turysta ogniskowy. Cechy wspólne: zamiłowanie do piwa, szantów oraz morskich opowieści. Różni ich natomiast to, iż turysta ogniskowy woli cumowanie „na dziko” niż w porcie, a wieczór spędza przy ognisku (często z gitarą i pieczoną kiełbaską). Miły, jowialny typ.
Typ aktywny pływa z dodatkowym sprzętem sportowym na pokładzie: może to być deska do windsurfingu, narty wodne, paralotnia, rower… Gdy pogoda nie dopisze – zawsze znajdzie alternatywny sposób spędzenia czasu na sportowo. W końcu kajakiem spłynąć można nawet w strugach deszczu…
Wodniak-podróżnik zawsze doskonale zna historię okolicznych zabytków, często ustala trasę rejsu w oparciu o atrakcje na lądzie. Zagląda do każdego kościoła, zachwyca się starą chatą i dziurawą drogą z kocich łbów oraz łatwo daje się naciągnąć handlarce sprzedającej chińszczyznę, która udaje regionalne rękodzieło.
Jego przeciwieństwem jest leniwiec: leniwiec trochę płynie, a potem rzuca kotwicę na środku jeziora, żeby wylegiwać się na pokładzie. Gdy dobija do portu – nie pędzi na ani zwiedzanie, ani do baru – ot, rozciąga się w hamaku na pokładzie. I cieszy wolnym czasem.
Są jeszcze oczywiście jeszcze mazurskie rodziny (rodzice-pasjonaci oraz mniej lub bardziej zainteresowane pływaniem dzieci), studenci (poznać ich można po ładunku piwa i zupek chińskich na pokładzie), grupy kursantów (wiele zapału i wiele niepewności) oraz bajeranci (od ubranych w białe firmowe ciuszki elegancików aż po żeglarzy-gawędziarzy z trzydniowym zarostem).
Zupełnie szczerze przyznam od razu, że wszystkie te grupy lubię, bo do każdej po trosze należę.  Zresztą… typy się mieszają, przecinają, spotykają – najczęściej właśnie w barze. I oto jesteśmy w punkcie wyjścia. Zastanawiam się też, jakiej grupy nie wymieniłam, o kim zapomniałam?


Może Państwo podpowiedzą:
Kamila.kasprzak@gmail.com
Chętne poczytam Państwa „typologie”.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin