Ogólnopolska giełda jachtów, łodzi i czarterów

7.5 m

7.5 m

9 Paź, 2012

Długość jachtu żaglowego jest jednym z najbardziej wymiernych parametrów określających stopień trudności manewrowania jachtem pod żaglami lub na silniku. Udanym posunięciem było wprowadzenie w przepisach żeglarskich, dotyczących uprawnień do prowadzenia jachtów, zmiany powierzchni ożaglowania jachtu na jego długość.

Długość jachtu 5 m, powyżej której do prowadzenia jachtu potrzebne były uprawnienia żeglarskie, była trafnie ustalona. Jachty poniżej tej długości w większości przypadków jedno lub dwu osobowe, przy bardzo małej masie i prostocie wyposażenia, pozwalały przy niezbędnej wiedzy i umiejętności, bezpiecznie żeglować w sprzyjających warunkach pogodowych. Żeglowanie bezpieczne i skuteczne jachtami powyżej tej długości, mając szczególnie na uwadze rosnąca z każdym centymetrem długości masę jachtu, a także zwiększającą się powierzchnię żagli, wymaga posiadanie dużo większej wiedzy i umiejętności żeglarskich. Wiedza ta i umiejętności uzyskiwane są na kursach żeglarskich a następnie weryfikowana egzaminem. Żeglowanie jachtami niezbyt dużymi (5 – 6.5m), już z możliwą wieloosobową załogą, np. takimi jak Omega, Orion, Sportina i wiele im podobnymi, szczególnie w trudniejszych warunkach pogodowych, związane jest z ryzykiem wywrotki takiego jachtu lub poważnym jego uszkodzeniem i wynikającym z tego niebezpieczeństwem zagrożenia życia lub zdrowia jego załogi. Paradoksem jest to, że bezpieczne żeglowanie tego typu jachtami w trudnych warunkach, wymaga posiadania dużo większych umiejętności i doświadczenia żeglarskiego, niż prowadzenie większego jachtu w łatwych warunkach pogodowych. Ileż to razy byłem świadkiem zmagań żeglarzy z jachtem klasy Omega, którzy przy wietrze już ok. 3B nie byli w stanie manewrować takim jachtem, i o ile szczęśliwie nie doprowadzali do jego wywrotki, to z pokorą lądowali na brzegu wyczekując pomocy. Turystyczne jachty kabinowe o długości w przedziale 6.5 do 7m i przekraczające trochę tą długość (7.2-7.3m) to już duże jednostki o masie często przekraczających tonę z załogami od 4 do 6 osób. Szczególnie najnowsze konstrukcje jachtów o tych długościach charakteryzują się wysoką burtą ( komfort stania wewnątrz jachtu), wynikającą z tego jego większa masą i dużo trudniejszym manewrowaniem, szczególnie mając na uwadze jego „wrażliwość na wiatr” ( duża powierzchnia boczna) oraz mniejszą widoczność z kokpitu. Szczególnie ma to znaczenie przy manewrowaniu na ograniczonych akwenach. Wielu żeglarzy ma spore kłopoty z manewrowaniem tego typu jachtami w trudniejszych warunkach pogodowych i to zarówno pod żaglami jak i na silniku. Przy wietrznej pogodzie w portach żeglarskich można niezwykle często oglądać „zmagania” żeglarzy, którzy tego typu jachtami dochodzą lub odchodzą od nabrzeża na silniku. Operowanie tak już dużą jednostką i co się z tym wiąże umiejętne kierowanie wieloosobową załogą, wymaga dużej wiedzy i umiejętności, którą praktycznie można nabyć tylko na kursie żeglarskim. Jachty o długości w okolicach 8 m i większe to już bardzo duże wielotonowe jednostki. Manewrowanie tego typu jachtem w trudnych warunkach pogodowych wymaga bardzo dużych umiejętności, wiedzy i doświadczenia żeglarskiego. Zatrzymanie w odpowiednim miejscu rozpędzonego wielotonowego jachtu nie jest takie proste, widać to wyraźnie na dziobach i burtach wielu jachtów. Mocno eksponuję ten element trudnych warunków pogodowych, gdyż właśnie wtedy potęgują się bardzo wszystkie trudności związane z manewrowanie jachtem pod żaglami lub na silniku. Zdziwieniem i zaskoczeniem więc było zmiana zapisu art. 53a Ustawy o kulturze fizycznej, wprowadzająca zmianę długości jachtu do 7.5m. „Sukces orędowników wolności żeglarskiej” okazał się jednak iluzoryczny. Propagując żeglowanie jachtami o długości do 7.5 m bez posiadania patentu co najmniej żeglarza jachtowego, bardzo często wprowadzali w błąd nie informując o innym zapisie w art.53a. W ustępie 1 artykułu występował najważniejszy zapis – „uprawianie żeglarstwa wymaga posiadania odpowiedniej wiedzy i umiejętności z zakresu żeglarstwa oraz przestrzegania zasad bezpieczeństwa”. Dotyczył on prowadzenia wszystkich jachtów a nie tylko tych powyżej 7.5m. Wielu którzy zdecydowali się żeglować jachtem do 7.5m bez posiadania patentu żeglarza jachtowego, często łamiąc prawo gdyż nie posiadali odpowiedniej wiedzy i umiejętności, szybko „nabierali pokory” i udawali się na kurs żeglarski. Nowa „Ustawa z dnia 25 czerwca 2010 r. o sporcie” modyfikując Ustawę o żegludze śródlądowej wprowadziła do niej Art 37a i 37b, dotyczący uprawiania turystyki wodnej. W ustępach 1 i 3 Art 37a są ponownie zapisy dotyczące posiadania wiedzy i umiejętności a także odpowiedniej długości jachtu. Kilka lat funkcjonowania zapisu poprzedniej ustawy o długości 7.5 metra dał nam wystarczającą informację o potrzebie jego zmiany. Szkoda że nie udało się tego wprowadzić do tej ustawy. Rzadko kto obecnie zdecyduje się wziąć na siebie odpowiedzialność prawną, cywilną i materialną za załogę i jacht ok. 7 metrowy, o wartości często grubo ponad 50 tysięcy złotych ( obecne konstrukcje), bez posiadania wiedzy i umiejętności nie potwierdzonej odpowiednim patentem żeglarskim. Rzadko który obecnie właściciel takiego jachtu, udostępni go osobie nie potrafiącej udokumentować się odpowiednimi żeglarskimi kwalifikacjami. W obecnych żeglarskich zapisach prawnych mamy też bardzo „ciekawe” paradoksy. Jachtem do 7.5 metra możemy pływać bez odpowiednich uprawnień żeglarskich po wszystkich morzach i oceanach bez jakichkolwiek ograniczeń. Lepiej wykształcony, bo już posiadający patent żeglarza jachtowego, może prowadzić jacht żaglowy do 8.5 m po wodach morskich w odległości 2 Mm od brzegu i tylko w porze dziennej. Pierwsze pełne morskie uprawnienie żeglarskie jakim jest patent sternika jachtowego, daje prawo prowadzenia jachtu do 12 m po wodach morskich, ale także w ograniczonym obszarze. Powstające obecnie „Rozporządzenie Ministra Sportu i Turystyki o uprawianiu turystyki wodnej” powinno w swoich zapisach dotyczących zakresu uprawnień żeglarskich ustrzec się przed tego typu paradoksami. Jest to też dobry moment, aby dokonać w zapisach Ustawy o żegludze śródlądowej odpowiedniej korekty dotyczącej długości jachtu. Mam nadzieję, że tworzący obecne prawo wysłuchają i uwzględnią uwagi środowisk żeglarskich, szczególnie szkoleniowego, aby nowe przepisy żeglarskie były jak najlepiej „dopasowane” do obecnego żeglowania na wszystkich wodach.

Jerzy Durejko
kapitan jacht.
Instr. Wykł. PZŻ
fot: depositphotos.com

9 komentarzy

  1. tomek janiszewski /

    Obywatelu pułkowniku Durejko, nie prościej było od razu przynać że zmiana ustawy dokonana w 2007 roku była dla waszego Arcyzwiązunia niewygodna, ponieważ pozbawiła dorabiających sobie do emerytury leśnych dziadków źródła dochodów w postaci wydawania tzw. patentów a także pozwoleń na pływanie własnym jachtem przy okazji tzw. przeglądów technicznych?

  2. Bardziej stronniczej i subiektywnej opinii dawno nie czytałem. Można to zrozumieć, bo podpisujęcy się pod artykułem instr. wykł. PZŻ pewnie boi się o swoje źródło dochodu. Konsultacje prowadzone ze środowiskami szkoleniowymi moim zdaniem są zbędne bo nietrudno domyśleć się jakie będą wnioski. Wszystko to bój tych środowisk o kasę. Autor zapomniał też poprzeć danymi statystycznymi tak bardzo niebezpieczne dla życia i zdrowia niebezepieczne manewry wykonywane przez słabo wyszkolonych lub niedoświadczonych żeglaży, które skończyły się tragicznie ale ja przytoczę. Wypadków na śródlądziu, które skończyły się śmiercią lub uszczerbkiem zdrowia wynikające z nieumiejętnego prowadzenia jachtu było 0. Panowie z PZŻ, towarzysze, skończcie już z tymi przepychankami w przepisach! Bądźmmy w końcu w Europie… wolnej Europie!

    • pewnie, że od elektroniki się nie ueckinie, ale po co ruchome kile, przywrf3cić nieruchome, to już mniej awarii (przypominam Gutka w ostatnim Volvo), albo wprowadzić, że jacht nie może być lżejszy niż i już byłoby bezpieczniej i pewniej. Ostatecznie czy jachty lecą po 25 węzłf3w czy tylko po 15 to co to za rf3żnica dla emocji, umiejętności i taktyki. Podobnie jest w F 1 te wszystkie systemy dodatkowej mocy powtarzam nie chodzi mi o to, żeby na setkę biegać po piasku, ale im więcej skomplikowanych urządzeń, tym to wszystko jest bardziej sztuczne patrz Puchar Ameryki.

  3. Także jestem kapitanem jachtowym z ponad 43 tysiącami mil za rufą. Wypowiedź p.Durejki oceniam jako próbę ponownego założenia kagańca żeglarzom w Polsce. Lata, w których obowiązywało prawo 7,5 metra nie zaowocowały żadną hekatombą na jeziorach a nieudolne manewry zdarzają się również tym wysoko opatentowanym. Generalnie uważam, że podobnie jak w innych krajach, w amatorskim żeglowaniu nie powinno być żadnych wymogów certyfikatowych. Zamiast tego, wzorem RYA, warto byłoby wprowadzić dobrowolne certyfikaty kompetencji. PZŻ a również inne organizacje i szkoły powinny się skoncentrować na dobrym szkoleniu chętnych, których z pewnością nie zabraknie.

    Stopy wody pod kilem!

    • Gutek ma rozwiązania tych problemf3w tylko pokzceajmy na sprzyjające warunki,cierpliwość oraz spokf3j i będzie ok.PS.Fajnie że są tak szybko informacje na portalu,dzięki.

  4. Mariusz Główka /

    Fragment artykułu który ukaże się w numerze 01/2013 Żagli:

    Tradycyjnie, jak co roku zadałem pytanie o wypadki, bądź niewłaściwe zachowania na wodzie z udziałem żeglarzy którzy wprawdzie nie mają patentu, ale zgodnie z prawem prowadzą jachty o długości kadłuba do 7,5 m. Mł. asp. Monika Uliszewska z KP Policji w Piszu stwierdza: „Tak jak w ubiegłym sezonie nie odnotowano negatywnych zjawisk z udziałem osób nie posiadających patentu i żeglujących jachtami o długości do 7,5 m”. Asp. sztab. Andrzej Jaźwiński z Komisariatu Policji w Mikołajkach dodaje: „W roku 2012 wprawdzie odnotowano kilka kolizji jachtów żaglowych, ale sternicy wszystkich jednostek biorących udział w zdarzeniach posiadali stosowne kwalifikacje”. Asp. Ireneusz Szmydkowski z KP Policji w Gizycku zauważa: „Kolejny sezon żeglarski udowodnił, że zagrożenie na akwenach WJM nie wzrosło mimo możliwości prowadzenia bez patentu jachtów żaglowych do 7,5 m długości kadłuba”.

    Panie Durejko, trochę rzetelności.

  5. Jak nie wiadomo o co chodzi – to zwykle chodzi o kasę…..
    A ta ucieka…..
    Artykuł to zwykłe blablanie, tudzież straszenie groźnymi dla życia, zdrowia i sprzętu konsekwencjami bezpatencia, nie poparte żadnymi konkretnymi danymi statystycznymi.Choćby o ile wzrosła ilość wypadków na wodzie , których sprawcami byli niepatentowani żeglarze prowadzący łódki o długości powyżej 5 metrów. Dużo pływam i widziałem wiele razy nieporadne manewry za czasów kiedy patenty były obowiązkowe, także obecnie łódkami, które patentów wymagają. Przykład ? Obserwowałem w lipcu w Giżyckim porcie jak sternik Tanga 780 (zapewne patentowany)radził sobie z manewrami jadąc kaczym dziobem po stojących na mooringach jachtach….. Widziałem też kilka dni później jak szkwał rozszarpuje foka dużej „patentowej” łódki – wtedy kiedy wszyscy wokół już płynęli na katarynie. Nawet ja – bezpatentowiec….
    Wniosek ? Posiadanie patentu nie daje gwarancji posiadania oleju w głowie i vice versa …..
    Przenoszac komentarz na grunt prawa o ruchu drogowym może trzeba wprowadzić z powrotem obowiązek posiadania karty rowerowej oraz novum – karty pieszego? Przecież zarówno rowerzysta, jak i pieszy musi posiadać wiedzę aby bezpiecznie poruszać się po drogach, a nic lepiej tych kwalifikacji nie potwierdzi jak odpowiedni dokument wydany przez odpowiedni urząd, po odbyciu odpowiedniego kursu, zdaniu egzaminu i wpłaceniu odpowiedniej opłaty……..

  6. Od samego srttau śledziłam Gutka kiedy tylko miałam w zasięgu internet. Denerwowałam się kiedy nie było żadnych odpowiedzi,a każdą rozmowę odsłuchiwałam kilka razy. Bardzo się cieszę, że wystartował, jestem dumna że Polska ma coraz większy udział w żeglarstwie na wysokim poziomie. Pozwala mi to mieć nadzieję, że kiedyś rf3wnież będę mogła wziąć udział w tych regatach i myślę, że wielu młodym ludziom takim jak ja otwiera to głowę i zaczynają odważniej marzyć! Dzięki Gutek to świetna robote jaką robisz dla młodych ludzi! Pozdrawiam:)

  7. witam zgadzam sie ze chodzi o kase i cale szczescie ze nie wszyscy tylko na nia patrza .ja rok temu kupilem jacht 6m i wyplynolem bez zadnego przygotowania wczesniej tylko bawilem sie na desce z zagielkiem.Dodam ze dosc mocno wialo .Na poczatku brakowalo rak do foka ale po godzinie nie bylo problemu .Jezioro Barlinieckie bardzo kreci i jest dos trudne ale naprawde przy zachowaniu zdrowego rozsadku plywa sie bezpiecznie .Zeglarstwo powinno byc dostepne dla wszystkich

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Directory powered by Business Directory Plugin